• [ Strona główna ] • [ Cofnij ] • [ Drukuj artykuł ] • [ Osób on-line: 2 ]


Relacje z naszych spotkań


Nasze spotkania !


Jako wolontariusze z Centrum Otwarte Drzwi odwiedziliśmy Dom Dziennego Pobytu dla Osób Starszych przy ulicy Limanowskiego. Jest to miejsce dla wszystkich osób, które z racji swojej samotności, choroby, bądź po prostu z powodu chęci miłego spędzenia czasu chcą się spotkać z innymi ludźmi.
Z okazji Dnia Praw Osób Starszych, który świętowaliśmy 15 czerwca chcielibyśmy pokazać, że istnieje instytucja, która staje w tej sprawie na wysokości zadania. W Domu Dziennego Pobytu Osób Starszych osoby starsze i samotne mogą spędzić czas w przyjaznym gronie. Pracownicy tej instytucji zapewniają im opiekę oraz rozrywkę taką jak zajęcia rekreacyjne, kulturalne, rozwijające aktywność czy organizacja imprez okolicznościowych. Podczas naszego spotkania z osobami starszymi usłyszeliśmy wiele ciekawych i poruszających historii z ich życia. Chętnie dzielili się z nami swoimi przeżyciami oraz demonstrowali swoje talenty recytatorskie oraz wokalne.
Jedną z tych osób jest sympatyczna pani Irenka, która mieszkała kiedyś niedaleko Malborka. Zaskoczyła nas jej niesamowita pamięć, bowiem pani Irenka potrafi wyrecytować trwający 10 min wiersz, który nauczyła się, mając zaledwie 7 lat. Opowiedziała nam także jedną z historii swojego dzieciństwa. Pani Irenka pamięta czasy, wywozów na Syberię, likwidowania kościołów. Kościoły zamieniano wtedy na sale taneczne i mówiono ludziom, że Bóg nie istnieje. Pani Irenka była małą dziewczynką, gdy nauczycielka zabrała dzieci z jej klasy do zlikwidowanego kościoła i tam namawiała dzieci do tańca. Dzieci bały się i siedziały w kącie. Mówiła im, że nie ma Boga, a tańcząc, tak się zakręciła, że złamała nogę. Pani Irenka zapytana o wiek, zawsze odpowiada: Mam 18 lat!
Kolejną osobą, która podzieliła się z nami kawałkiem swojego życia, jest wesoła pani Marysia – 88-letnia Polka urodzona we Francji. Bardzo lubi wspominać swojego ojca, który starał się jak najlepiej wychować ją w ciężkich czasach, w jakich przyszło jej żyć. Dzięki niemu udało jej się skończyć studia i zdobyć wysokie stanowisko pracy. Jej ojciec był dobry, zastępował matkę, którą p. Marysia straciła. Dzięki temu, że ojciec posłał ją do szkoły, na studia, dzięki temu, że walczył, pani Marysia stała się księgową, kierownikiem w gospodarce komunalnej. Pamięta doskonale, że miała przyjaciółkę Żydówkę, którą próbowała ochronić. Niestety nie udało jej się to, jej przyjaciółką została zabrana i zabita. Pani Marysia wspomina niesprawiedliwość czasów, w których żyła. Dziękuje ojcu za całe poświęcenie.
Pani Jadzia pięknie szydełkuje, potrafi zrobić wspaniałe kołnierzyki, serweteczki. Ma trzech synów, z których jest bardzo dumna.
Pani Bronia wspomina swoje dzieciństwo na wsi. Od małego doiła krowy, młóciła cepami, piekła chleb. Jej rodzina była biedna, więc wraz z rodzeństwem pracowała w bogatych gospodarstwach. Podkreśla fakt, że mimo tego, zawsze była szczęśliwa i nie narzekała. Ma 12 wnuków i 13 prawnuków. Podróżuje po świecie, odwiedzając całą rodzinę rozrzuconą w różnych jego zakątkach. Kocha Hiszpanię, gdzie mieszka jej wnuczka, uwielbia tamtejszą kuchnię i piękne kwiaty. Ze szkoły pamięta i nadal potrafi wyrecytować wiersz o Tadeuszu Kościuszce. Na własne oczy widziała, jak w Krakowie usypywany był Kopiec Kościuszki.
Pani Pelusia jest dumna ze swojego małego wnuka, który ma kręcone włoski. Jego zdjęcie nosi zawsze przy sobie.
Pani Wanda była kiedyś nauczycielką, nauczała dzieci w klasach 1-3. Pamięta wszystkich urwisów, których przyszło jej uczyć. Twierdzi, że ancymonków kocha się najmocniej.
Do domu dziennego pobytu dla osób starszych uczęszcza również Pani Henryka, która opowiedziała Nam wzruszającą i bardzo ciekawą historię o swoich latach młodzieńczych. Mianowicie wspomniała o wybryku jej przyszłego męża.
Pewnego dnia wybrała się z nim na maliny do lasu. W tamtych czasach maliny nie były tak osiągalne jak teraz, więc bardzo im smakowały i zajadali się nimi.
Ukochany zrobił jej psikusa i zamiast dać jej malinę do ust, sprawił jej buziaka, co bardzo oburzyło Panią Henrykę i uderzyła go w twarz.
Żołnierz, czyli wybranek Pani Henryki był bardzo oburzony jej zachowaniem, lecz po kilku dniach ten incydent poszedł w niepamięć. Historia ta pokazuje, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Po kilku latach wzięli ślub w Stargardzkiej Katedrze.
Wyjście to spowodowało, że zaczęliśmy doceniać to, co mamy. Zrozumieliśmy, że żyjemy w wspaniałych czasach, w których nic nam nie brakuje, że nie musimy bać się co nadejdzie jutro, ani jaki będzie nasz los. Zaskoczyliśmy się wiedzą i historiami osób przebywających tam. Są one bardzo ciekawe, wzruszające jak i pouczające. Mamy nadzieję, że będziemy mieli okazję, aby dowiedzieć się o nich czegoś jeszcze. Cieszy nas, że znaleźliśmy z nimi wspólne tematy do rozmów oraz że są oni tak otwarci i przebojowi.

 Pozdrawiamy Wolontariusze Centrum Otwarte Drzwi.